Sopot - molo
Dla mnie Sopot to nie jest morze. Za duże miasto na wakacyjny wypoczynek, tak zawsze myślałem, zresztą nie tylko o całym Trójmieście, ale i innych dużych aglomeracjach miejskich. Trzeba się jednak przyznać przed samym sobą, że nie miało się racji, bo gdy jednak na wizytę w Sopocie się zdecydowałem, to zdumiałem się, że moja teoria dużego miasta jest kompletnie błędna. Sopotem ekscytują się niemal wszyscy, którzy tam spędzali swój wypoczynek, gdyż jest po prostu co robić i nie ma typowej wakacyjnej nudy. Plażowanie, plażowaniem - nad morzem rzecz priorytetowa, ale też i inne rzeczy są ważne. Pamiętam z moich poprzednich pobytów nad morzem, że stale się coś szukało do roboty, a jak już się pomysły wyczerpały, to pozostawały zazwyczaj karty. W Trójmieście nie można narzekać na nudę. Sam
Sopot ma tyle atrakcji, że nie sposób podczas 10-dniowego pobytu wszystkiego zobaczyć. Najważniejsze dla mnie było molo, najdłuższe drewniane molo w Europie, ponad pół km wgłąb morza, a do tego przepiękna muszla koncertowa tuz przy molo, zaraz na początku ulicy Bohaterów Monte Cassino. Strauss w ciepły czerwcowy poranek niedzielny to bajka.